Telesfor Badetko, Pierwsze kroki w Myśliborzu.

Posted by on 10, Maj 2017 in Aktualności, Artykuły historyczne | 0 comments

Marek Karolczak

Wspomnienia Telesfora Badetki , opracowane dzięki uprzejmości druhny Jolanty Chabowskiej (Badetko) – córki autora,  przekazane na moje ręce e-mailowo (skany) w dniu 2.02.2017 r.

Telesfor Badetko ps. WiktorTesiek (ur. w 1920 r. w Zenonowie pod Warszawą, zm. 11 stycznia 1992 r. w Szczecinie) – działacz i instruktor harcerski (harcmistrz), członek Powstańczych Oddziałów Specjalnych „Jerzyki”Szarych Szeregów i Armii Krajowej, komendant hufca ZHP Szczecin-Pogodno.

Od 27.10.1935 r. był członkiem Drużyny Harcerzy im. Władysława Łokietka w Wołominie. Przyrzeczenie złożył 1.02.1936 r. W 1938 r. odbył kurs podharcmistrzowski w Ośrodku Wyszkolenia Harcerzy w Górkach Wielkich na Śląsku.  W czasie okupacji hitlerowskiej wstąpił do POS „Jerzyki” i Szarych Szeregów, w których dostał stopień kapitana, a wraz z tą organizacją przeszedł do Armii Krajowej. W ramach POS „Jerzyki” dowodził oddziałem partyzanckim, działający od jesieni 1943 r. w Puszczy Białej w ramach Grupy Operacyjnej AK „Wschód”. Wcześniej stał na czele harcerskiego plutonu szturmowego, przeprowadzając wiele akcji zbrojnych, m.in. rozbicie placówki żandarmerii pod Uralami, czy zaatakowanie budynku ochrony huty „Vitrum” w Wołominie (przy niewielkich stratach własnych zdobyto 4 pistolety maszynowe, 2 pistolety, amunicję oraz 3 maszyny do pisania). W ramach AK przeszedł przeszkolenie  w podziemnej podchorążówce i kurs dywersji.

Obecnie imieniem Telesfora Badetki jest nazwany skwer  w Szczecinie (53°26′37″N 14°31′33″E), na którym znajduje się także jego pomnik z piaskowca dłuta Janiny Jeleńskiej-Papp z 1998 roku.

Wspomnienia

Koniec wojny, maj 1945 r. jako zdemobilizowany żołnierz II Armii Polskiej, który w wojnę stracił dom rodzinny, zameldowałem się w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym w Warszawie i skierowany do Myśliborza zwanego Soldinem po niemiecku. Dojechałem tam wraz [z] żoną i maleńkim synem z transportem wojskowym zaopatrującym wojsko. Jechaliśmy kilka dni. Myślibórz był nie tyle zniszczony przez walki, lecz przez szabrowników. Domy zrabowane, powiewały firanki przez wybite okna. Pobity sprzęt domowy, mało ludzi. Co tu robić w takim mieście? Co ma robić świeżo upieczony technik mechanik? Z czego wyżywić dziecko i żonę? Wyszukałem wolne mieszkanie na ul. Żymierskiego 11 (?) [obecnie ul.  Władysława Andersa MK]. Tuż obok mieszkał [poprawione na zajmował MK] kapitan przybyły z obozu jenieckiego z Woldenbergu. Zajmujący później stanowisko burmistrza Barlinka p. Supiński[1]. Tak było raźniej i bezpieczniej.

Co robić dalej?  Otrzymuję [od] wydziału przemysłowego [Chodzi o Wydział przy Starostwie MK] – warsztat ślusarski przy ul. Przemysłowej 6. Ale nikt tu jeszcze nie potrzebuje ślusarza. Z czego żyć? Zgłaszam się do starostwa do wydziału przemysłowego.  (Według zachowanego zaświadczenia wydanego przez Obwodowego Pełnomocnika Rządu RP na Obwód Myśliborski w Myśliborzu, T. Badetko był zatrudniony w charakterze mechanika  Starostwa Powiatowego 24. 07. 1945 r. MK). Nareszcie mam deputat żywnościowy i pensję. Za kilka dni przyjeżdża z Koszalina (siedziba województwa) inż. Orłowski szukający ludzi i miejsca na zorganizowanie stacji Państwowego Przedsiębiorstwa Traktorów i Maszyn Rolniczych. Zabiera mnie z moim warsztatem tworząc zaczątki stacji PPTiMR. Jest 25 września 1945 r. Dzień urodzin zakładu, który do dziś dotrwał zmieniając miejsce, nazwę, zachowując jednakże swój rolniczy charakter. Zaczyna się ogromna praca organizacyjna. Trzeba ściągać z terenu maszyny rolnicze oraz obrabiarki do metalu.

            Biura mieszczą się przy rynku na pierwszym piętrze, tuż przy ul. B. Bieruta [obecnie ks. kard. Stefana Wyszyńskiego] MK, tworzy się dom noclegowy dla przyszłych traktorzystów. Rozglądamy się za większym warsztatem. Przy ul. Strzeleckiej jest obiekt po fabryce łańcuchów drabinkowych[i] (filia z Berlina) Ale zajęty jest przez wojska radzieckie, które wywożą obrabiarki [poprawione na : obiekt jest opróżniony z obrabiarek MK]. [podkreślenie moje MK] Wkrótce pusty budynek zostaje przejęty przez przedsiębiorstwo.

Pierwsza załoga przedsiębiorstwa to mistrz wielkiej klasy p. Stanisław Januszewicz, Zdyb Ludwik, Siennicki – magazynier oraz inni znani obecnej załodze, ludzie. Zaczęła się ogromna praca wszechstronna. Państwowe Przedsiębiorstwo Maszyn Rolniczych stacja w Myśliborzu ma za zadanie: ściągać z terenu maszyny rolnicze, naprawiać szkolić traktorzystów, oraz orać i siać ziemie niczyje, przede wszystkim po obu stronach szos, aby przyjeżdżający widział już [dopisane: częściowo MK] zagospodarowane ziemie. [podkreślenie MK]. Zboże dostarczane było przez tzw. „Akcję siewną” – Była to ogromna praca wykonywana poprzez wiosenne dnie i noce. Trzeba przyznać, że ludzi do pracy i to pracy wytężonej nie trzeba było wypychać. Wszyscy rozumieli, że jak odłogi nie będą  obsiane, nie będzie chleba i lepszego życia. Dla tych ludzi należy się ogromne uznanie za ich trud w walce z przyrodą o chleb dla budowanej ojczyzny. Te pierwsze pionierskie lata objawiały wielkie zrozumienie ludzi, dla sprawy najważniejszej – walki o chleb [dopisek: o ojczyznę MK].  A przecież byli tu ludzie różni. Jedni potracili swe gospodarstwa na wschodzie i tu zostając zdemobilizowani, szukając stale swych rodzin budowali tu gniazda dla nich. Byli to żołnierze I Armii LWP i II Armii LWP poszukujący swe rodziny przesiedlone na zachód.

Kierownikiem stacji PPT i MR w Myśliborzu był były komisarz granatowej policji[2] inż. Orłowski. Który w ogóle nie znał się na sprawach napraw maszyn i ciągników, człowiek o dobrym sercu i chęciach do pracy. Bardzo dobrze zorganizował biuro i administrację. Ja po niedawno ukończonym liceum mechanicznym w Warszawie, po raz pierwszy zetknąłem się z trudnościami tego typu [pierwotnie: z tymi sprawami MK]. Uczyłem się nadal zawodu od swoich mistrzów i robotników, ceniąc ich fachowość i zaradność, rzemiosło oraz uczciwą pracę. Jeżdżąc po majątkach ziemskich w celu zajmowania maszyn rolniczych po raz pierwszy widziałem pługi parowe – które to brygada ob. Zdyba uruchamiała (była to nowość dla mnie). Dotychczas ich nie znałem. Warunki pracy były trudne. Brak odpowiednich hal remontowych, brak narzędzi. Pamiętam jak w tym czasie zużyte pilniki oddawano do regeneracji przez powtórne nacinanie. Próbowano odkuwać wiertła piaskowe[3]  i tp. Każdy pręt stalowy odnaleziony gdzieś w terenie był dowożony do warsztatów. Ta zasada gospodarności tkwiła mocno wśród ludzi przybywających tu ze wschodu tzw. przesiedleńców. Życie było ciężkie, brak żywności dawał się odczuwać. Sam zmuszony byłem zakupić kozę dla wykarmienia swego 1. rocznego syna. Idąc do zakładu brałem na łańcuchu kozę, którą wiązałem w ogródku przy zakładzie. Po pracy defilowałem z nią z powrotem do domu. Krów jeszcze nie było. [Tekst przekreślony i skreślony dotyczący zabudowań byłej fabryki łańcuchów MK:]  (W niedługim czasie został opuszczony obiekt po fabryce łańcuchów drabinkowych (filia fabryki w Berlinie)[4] znajdujący się przy ul. Strzeleckiej. Wszystkie urządzenia zostały wywiezione . Zostały porozbijane ściany budynku przez które wyciągnięte zostały urządzenia  i wywiezione. Tu zostały zorganizowane warsztaty Państwowego Przedsiębiorstwa Traktorów i Maszyn Rolniczych.) [podkreślenie moje MK]

Życie zaczęło pomału wracać. Coraz większe ilości ludzi zaczęło tu się osiedlać. Wracali z obozów jenieckich z Niemiec wojskowi, z obozów pracy więźniowie i tak tworzyło się społeczeństwo myśliborskie. Starostą Myśliborskim był ob. Orzechowski, a burmistrzem Myśliborza ob. Narożyński. W tym czasie otrzymaliśmy pomoc amerykańską z UNNR [powinno być: UNRA MK][5].

Otrzymaliśmy [skreślone MK] Nowe ciągniki amerykańskie Formall H i A,[6] Case[7], John Deere[8], Ford – Fergusony[9] z hydraulicznymi podnośnikami do pługów. Wraz z nimi dużo części zamiennych, narzędzi do napraw. Ciągniki te wyposażone w dobre oświetlenie orały pięknie skiby ziemi twardej poprzez dzień i noc. A [Pomimo że – dodane MK] obsługa techniczna, wykonana przez traktorzystów nie stała na poziomie ciągniki te dobrze spisywały się w pracy.

             W tym to czasie zmuszeni byliśmy do organizacji hotelu robotniczego dla traktorzystów, zapewniając im w okresie szkolenia zawodowego noclegi i wyżywienie. Przybyło mnóstwo obowiązków i powiązanych z brakiem czasu na ich wypełnienie. W domu było się gościem. Trudne i twarde było życie, pełne wyrzeczeń a jednakże pociągające swą pionierskością. Byliśmy przekonania że podnieść kraj z min i stworzyć byt dla naszych dzieci możemy tylko my swoją pracą. Nikt nam za darmo nie da chleba, nie odbuduje domów, nie da szkół, szpitali. Musimy my to osiągnąć swoją wytrwałą pracą.

W tym czasie zmarł kierownik Orłowski (marzec – kwiecień 1947) a funkcję kierownika Stacji PPT i MR w Myśliborzu objąłem ja. Byłem najmłodszym kierownikiem stacji PPT i MR na terenie woj. szczecińskiego i koszalińskiego.

            Biuro prowadziła p. Fulmer żona nauczyciela z Myśliborza, księgowym był  p. Barten?, a biuro techniczne prowadził p. Mackiew[icz?]. Nie opisuje tu ludzi pozostałych, gdyż obecna dyrekcja zna ich lepiej bo po moim przeniesieniu służbowym do Szczecina          w pełnym składzie zostali przejęci. Jeszcze raz wyrażę ogromną wdzięczność dla tych ludzi od których wiele się nauczyłem i nie tylko zawodu ale także umiejętności współżycia      w gromadzie. Zawsze wracam do nich myślami także wspomnieć o czynie miłym mojemu sercu a mianowicie przekazanie Spółdzielni Produkcyjnej w Nowogródku (nie jestem pewny tej nazwy) wyremontowanego w czynie ciągnika marki Deering. Było to pierwsze nawiązanie żywego kontaktu z wsią. [Nie sposób też – skreślone MK] Ale były i chwile wesołe i ciekawe, humorystyczne. Nasi traktorzyści orzący ziemię u chłopów wykazali wielki spryt    w zdobywaniu alkoholu. A było to tak, pewnego dnia do biura zgłosił się rolnik  u którego pracowały traktory nasze. Narzekając na [traktory, które bardzo dużo zużywały spirytusu – skreślone MK] duże zużycie paliwa w czasie uruchamiania, no i oczywiście często gasły. Dlaczego spirytusu? Bo na wsi nie było benzyny natomiast był spirytus którym można było też uruchomić ciągnik i po nagrzaniu przełączyć na naftę. Naturalnie spirytus szedł do gardła traktorzystów. W taki to sposób traktorzyści kombinowali alkohol.

W odróżnieniu od pracowników warsztatowych traktorzyści zajmowali przeciwległy brzeg pod względem sumienności w pracy. W czasie siewów, wielokrotnie musieliśmy jeździć w teren gdyż traktorzyści porzucali traktory z pługami w polu. Sami jechali dalej szukać lepszej pracy. Były też wypadki rozbicia traktorów wskutek szybkiej jazdy i to w odurzeniu alkoholowym, wpadali na słupy lub domy. [Później – skreślone MK] Traktorzysta do szpitala traktor na złom. Później wyrobiła się kadra traktorzystów, którzy osiedlili się na stałe w Myśliborzu.

Części do ciągników przywoziliśmy z Koszalina siedziby woj. szczecińskiego. Podczas jednego takiego wyjazdu do Koszalina (był to okres zimy) spotkała nas przygoda granicząca ze śmiercią. Wracając z Koszalina wieźliśmy ZIS-em”5”[10] części do traktorów i maszyn rolniczych. Kierownik z Dębna i ja siedzieliśmy na otwartej skrzyni samochodu opatuleni w kożuchy. Za Karlinem samochód skręcił naraz w bok uderzając całą siła w drzewo (podobno pękła dźwignia sterownicza przedniego koła). My wyrzuceni jak z procy legliśmy daleko w polu. Przy zderzeniu straciłem przytomność. Oprzytomniałem po kilku minutach. Spojrzałem na rozbity bok samochodu i po rozrzuconych po polu leżących bez ruchu traktorzystach. Długo czekaliśmy na jakiś samochód, który zabrał nas do szpitala. Samochód ściągnięto do najbliższego naszego warsztatu w Karlinie. Takie to były czasy pionierskie.

 

[1] ppor. Eugeniusz Skupiński (d-ca plutonu kolarzy 18 Pułku Piechoty, nauczyciel).

Obóz jeniecki Oflag II C – Dobiegniew, Oflag II C Woldenberg – niemiecki obóz jeniecki w miejscowości Woldenberg (obecnie Dobiegniew), przeznaczony dla oficerów Wojska Polskiego (oflag) i  ich ordynansów, istniejący podczas II wojny światowej.

[2] Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa (niem. Polnische Polizei im Generalgouvernement), znana lepiej jako Policja Granatowa (niem. Blaue Polizei) – policja komunalna, finansowana przez polskie samorządy (szczątkowe struktury samorządowe, pozostające pod nadzorem niemieckiej administracji cywilnej), podporządkowana lokalnym komendantom niemieckiej policji porządkowej – Ordnungspolizei; najwyższym szczeblem struktury Policji Polskiej było stanowisko komendanta miejskiego lub powiatowego. Nazwa policji pochodzi od granatowego koloru noszonych mundurów. Analogiczne policje istniały we wszystkich okupowanych krajach. [Prawdopodobnie autorowi chodziło jednak o Policję Państwową do 1939 r. [?], gdyż były funkcjonariusz Policji Granatowej nie mógł pełnić funkcji kierowniczej w Polsce Ludowej. MK]

[3] Świder okienkowy [tzw. świder Edalmana] do piasków przeznaczony jest do wierceń gruntach niespoistych,     z przewagą frakcji piaskowej. Wydłużona i nieco skręcona część robocza zapewnia łatwe wwiercenie się w glebę i dobrą jej przyczepność. Ostrza tego typu świdra są szersze niż w w przypadku świdra uniwersalnego co pozwala na pobranie większej ilości próbki gruntu mającego tendencję do „wypadania” ze świdra. Zastosowanie: wykonywanie otworów pod słupy ogrodzeniowe, znaki drogowe oraz słupy telegraficzne, wykonywanie otworów na potrzeby prac ogrodniczych i leśnych, wykonywanie otworów na trudno dostępnych terenach, przeprowadzanie wierceń na potrzeby badań hydrogeologicznych i inżynierskich, przeprowadzanie wierceń na potrzeby rozpoznania geologicznego.

[4] Deutsches Präzisions – Kettenwerk Knolleisen & Co. K – G. Soldin – Berlin. Adres PRZEDWOJENNY: Deutsches Präzisions-Kettenwerk Knolleisen & Co., K.-G-, Berlin—Soldin Charlottenbnrg 9, Kaiserdamm 87. Tel. 93 48 16

[5] United Nations Relief and Rehabilitation Administration, UNRRA (z ang. Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy) – organizacja międzynarodowa utworzona w 1943, w Waszyngtonie z inicjatywy USAWielkiej BrytaniiZSRR i Chin w celu udzielenia pomocy obszarom wyzwolonym w Europie oraz Azji po zakończeniu II wojny światowej. Prawie 70% świadczeń na rzecz UNRRA pochodziło z USA. Największymi odbiorcami były Chiny i Polska. W latach 1945-47 dostarczono do Polski       2 mln ton różnych towarów, m.in. ciągniki, maszyny budowlane i rolnicze, parowozy, wagony kolejowe, samochody ciężarowe, warsztaty naprawcze i montownie, a także odzież, tekstylia, sprzęt medyczny, leki, materiały płynne, zboże, zwierzęta, artykuły spożywcze i kilka milionów 5-kilogramowych paczek żywnościowych z zapasów wojskowych.

[6] Farmall H Ciągnik produkowany w USA latach 1939  1953 roku przez International Harvester. Bardzo popularny ciągnik, wyprodukowano ponad 350 tysięcy sztuk. Silnik 4 cylindrowy z 6 volt. instalacją elektryczną.

[7]Firma Case zał. w 1831 r. produkująca maszyny rolnicze, ciągniki i kombajny zbożowe.

[8]John Deere założył w 1837 r. przedsiębiorstwo produkujące maszyny i ciągniki rolnicze

[9] amerykańskie zakłady produkujące ciągniki i maszyny rolnicze

[10] ZiS-5 (ros. ЗИС-5) – radziecki 3-tonowy wielozadaniowy samochód ciężarowy produkowany w latach 1933-1958 przez zakłady ZiSUlZiS oraz UralZiS. Pojazd był kopią amerykańskiej ciężarówki Autocar CA. Obok pojazdu GAZ-AA był to podstawowy samochód ciężarowy rodzimej produkcji, używany przez Armię Czerwoną podczas II wojny światowej do czasu podpisania ustawy Lend-Lease Act i rozpoczęcia w latach 1942-1944 dostaw sprzętu wojskowego ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. W związku z problemami z dostępnością materiałów do produkcji samochodów ZiS-5, które pojawiły się wkrótce po rozpoczęciu wojny, w 1942 roku znacznie uproszczono konstrukcję pojazdu, m.in. zastępując dotychczas metalową kabinę, kabiną wykonaną z drewna. Zmodyfikowane samochody otrzymały oznaczenie ZiS-5W.

 

 

Dodaj komentarz